Popraw 10x zadowolenie z pracy i karierę z tym prostym nawykiem!

Inżynieria to wspaniała dziedzina! Bycie inżynierem to dla mnie prawdziwa radość i codziennie rano budzę się szczęśliwy (nawet jeśli trochę zmęczony), aby iść do pracy i nauczyć się czegoś nowego.

Nie zawsze tak było – jakiś rok czy dwa lata temu byłem naprawdę wypalony i w depresji. Na całe szczęście przypadkowo natknąłem się na pomysły, które zmieniły moje życie.

Jeśli nie uważasz, że inżynieria jest wspaniała lub też szukasz sposobu na rozwój kariery… zrób sobie dobrą kawę. Dzisiejszy tekst jest dla Ciebie.

Długa historia w kilku zdaniach

Kilka lat temu zdobyłem doktorat, można by więc powiedzieć, że odniosłem sukces. Łatwo było pracować w firmie, której byłem współwłaścicielem i po prostu do końca życia robić projekty. Czułem, że czegoś mi brakuje, wtedy jednak nie potrafiłem jeszcze tego zdefiniować. Trwało to kilka lat. Z tygodnia na tydzień czułem się coraz gorzej, rzadko jednak zauważamy małe zmiany, prawda? Dotarłem w końcu do miejsca, w którym przyjeżdżałem do biura i narzekałem, jak kiepsko wygląda nasza praca (i to ja narzekałem!).

Byłem w naprawdę opłakanym stanie. Na całe szczęście, gdy byłem znudzony, oglądałem TEDx talks. Znalazłem tam wystąpienie Scota Dinsmore, która coś we mnie zmieniła.

Zdobywanie umiejętności + wiedza = spełnienie

To co powiedział Scot poruszyło coś we mnie – zdałem sobie sprawę, że uwielbiam inżynierię i że w nie wiadomo jaki sposób moja wymarzona praca inżynierska zamieniła się w koszmar (w mojej własnej firmie!). Praca przestała być wyzwaniem, musieliśmy brać wszystkie projekty, jakie udało nam się zdobyć. Większość z nich była prosta i nużąca. Przestałem uczyć się nowych rzeczy, przeszedłem w stan wegetacji, w którym robiłem to, co musiałem i zmęczony wracałem do domu.

W takim stanie zacząłem prowadzić tego bloga. Początkowo chciałem po prostu w przerwach w pracy pisać o MESie (mimo że zdarzały się wtedy również projekty w MESie, były raczej rzadkie). Zrobiłem to głównie dla siebie – w ramach motywacji do nauki. I to było wspaniałe! Wtedy nie zdawałem sobie jeszcze sprawy, że chodzi o uczenie się, myślałem raczej o robieniu “czegoś innego”.

Po kilku miesiącach uświadomiłem sobie, jak bardzo lubię MES i uznałem, że powinienem skupić się na tej dziedzinie. W tym czasie robiliśmy też kilka projektów z MES, ale nie było to najważniejsze. Kończąc zwięźle: opuściłem moją firmę i założyłem Enterfeę.

Teraz mogę zajmować się tym, co naprawdę lubię i każdego dnia staram się nauczyć czegoś nowego. Wydaje się, że zajmie to całe wieki, ale jestem pewien, że za kilka lat gromadzone teraz okruszki wiedzy staną się przydatne. To tak, jak powiedział Steve Jobs w swoim przemówieniu na Standford:

Oczywiście, kiedy byłem na studiach i patrzyłem w przyszłość, nie potrafiłem połączyć kropek. 10 lat później, gdy patrzyłem wstecz, było to proste.

Nauka daje perspektywę

Staram się pracować nie tylko wykonując pracę, ale też rozwijając swoje umiejętności. Mam tendencję do uczenia się nowych rzeczy, nawet jeśli nie muszę. Wiedza, którą zdobywam teraz, może przydać się później. Jest w tym prosta logika – jeśli pojawi się szansa na zrobienie czegoś niesamowitego, będzie już za późno na naukę (terminy są najczęściej nieubłagane)… ja jednak będę gotowy 🙂 Jak powiedział Les Brown:

Lepiej być przygotowanym na okazję i żadnej nie dostać niż dostać okazję, na którą nie jest się przygotowanym!

Jest tu jeszcze jedna rzecz, która jest dla mnie równie ważna, jeśli nie ważniejsza.

Na początku napisałem, że większość projektów, które robiliśmy w starej firmie, była męcząca i nie stanowiła żadnego wyzwania. Zmiana firmy nagle zmieniła projekty, do których mam dostęp.

Dużo się w międzyczasie nauczyłem. Bardziej skupiam się teraz na tym, co chcę robić, więc naturalnie dostaję ciekawszą pracę (to wspaniałe uczucie!). Jednak naiwnością byłoby wierzyć, że będę zawsze robić tylko niesamowite projekty… będą również bardziej męczące zadania.

Moja sytuacja nie zmieniła się tak bardzo, jednak ja się zmieniłem! Jak powiedział Jim Rohn:

Żeby coś się zmieniło, Ty musisz się zmienić.

Teraz widzę, że kiedy robię coś, co mi się nie podoba, buduję swoje umiejętności i biznes, aby w przyszłości móc zajmować się jeszcze lepszymi i trudniejszymi zleceniami. Mam swój cel: chcę robić naprawdę trudne projekty MES.

Każdego dnia staram się małymi kroczkami zmierzać do tego celu i czuję, jak się przybliżam. W ten sposób, bez względu na to, co robię, traktuję to jako przygotowanie do przyszłej pracy. Takie podejście pomaga mi przebrnąć przez te męczące i prozaiczne zadania.

Co możesz zrobić dziś

Wiesz już, że piszę z własnego doświadczenia:

Byłem sfrustrowany i zmęczony, sądziłem, że nikogo to nie obchodzi i nic się nigdy nie zmieni. Nie widziałem wyjścia z tej sytuacji (mimo mojej stosunkowo dobrej pozycji!). To zdecydowanie mroczne miejsce.

Czujesz się tak samo? A może po prostu chciałbyś zmienić coś na lepsze?

Jeśli tak, znajdź coś, co naprawdę lubisz robić w inżynierii (lub innej branży) i zacznij się o tym uczyć. Jeśli każdego dnia zrobisz mały postęp, wkrótce zobaczysz kierunek, w którym zmierzasz… kierunek, w którym chcesz iść! Dlatego od jakiegoś czasu wstaję codziennie o 5 rano, żeby się uczyć… daje to wspaniałe uczucie 🙂

To świetne podejście to życia… nawet jeśli masz najlepszą pracę na świecie, zawsze możesz być w niej lepszy. Najlepiej to osiągnąć, ucząc się nowych rzeczy i zdobywając nowe umiejętności.

Tym sposobem, kiedy nadarzy się okazja (a nadarzy się!), będziesz gotowy! Nie ma znaczenia, czy będzie to nowa możliwość biznesowa, czy nowe stanowisko. Ilekroć okazja ta wymagać będzie zaawansowanych umiejętności, będziesz TAK BARDZO do przodu! Tylko pomyśl: ilu ludzi, których znasz, uczy się czegoś po pracy? To dlatego ciągłe uczenie się jest tak wielką zaletą. Po kilku latach będziesz dysponował tak dużymi umiejętnościami, że nie będzie można ich zignorować.

Co myślisz na ten temat? Daj mi znać w komentarzach poniżej.

Może właśnie MES jest Twoją “dziedziną”?

Jeśli interesujesz się MESem, możesz dowiedzieć się kilku przydatnych rzeczy z mojego darmowego kursu:

Wstęp do stateczności i MES


23 komentarze

  1. Michał Maj 11, 2018 at 11:17 am - Reply

    Pozytywna zmiana 🙂 Życzę wytrwałości!

    • Łukasz Skotny Maj 11, 2018 at 12:13 pm - Reply

      Dzięki, dzięki

      No i nawzajem powodzenia 🙂
      Ł

  2. Tomasz Rutkowski Maj 11, 2018 at 11:41 am - Reply

    Dziękuję za te kilka słów. Istotnie inżynieria jest fajna, więc szkoda jej na tylko banalne rysowanie prętów zbrojenia czy blach węzłowych. Pański blog jest interesujący, choć dalej nie wyjaśnia jak zdobyć to wymarzone oprogramowanie do nauki i pracy MES. Rozumiem że to temat banalny, ale utrudnia realny start w dziedzinie PROJEKTOWANIA.
    Pozdrawiam i oczekuję kolejnych temacików na piątek. Pozdrawiam Tomasz Rutkowski

    • Łukasz Skotny Maj 11, 2018 at 12:15 pm - Reply

      Hej!

      Jak zdobyć oprogramowanie – trudna sprawa. Ja na swoje oszczędzałem w pierwszej firmie ze 3 lata… choć RFEM kupiliśmy z dotacji EU, to na Femapa musieliśmy już zarobić. Uczyłem się oczywiście jak się dało, a to na wersjach testowych, a to jakiś soft z uczelni itp.

      Teraz jest jeszcze sporo open sourców. Można spróbować z Code_Aster albo w Simscale. Mają swoje wady… no ale są totalnie gratis 🙂

      pozdr
      Ł

  3. Dominik Maj 11, 2018 at 10:00 pm - Reply

    Coach i konstruktor w jednym 😉
    Czasem warto przeczytać tego typu artykuł, by zapaliła się nad głową żaróweczka z odpowiedzią co dalej?
    Odczucia miałem/mam podobne, tyle tylko, że mnie nie MES, a rysowanie w 3D stali bardziej interesuje, zatracałem się rysując w Bocadzie, czy Tekli, od jakiegoś czasu myślę o zainwestowaniu (ze względu na cenę) w Autodesk Advance Steel – mam nadzieję, że zwróci się tak jak Robot
    pozdrawiam i dziękuję za rozwijania bloga
    Dominik

    • Łukasz Skotny Maj 12, 2018 at 4:29 am - Reply

      Multitasking!

      Zawsze warto się uczyć 🙂 Rysowanie w 3D zawsze (a przynamniej kiedyś) mnie pociągało… ale ktoś w biurze musiał robić statyki i MES… no i musiałem się rozstać z tym pomysłem. MES jest świetny i super się tu odnalazłem, kiedyś żałowałem że to nie rysowanie 3D, ale doświadczenie uczy że MES daje jednak większe możliwości. Bez dwóch zdań warto się jednak uczyć, a rysowanie 3D to jest “coś”. Jeśli mam coś doradzać to w tym rejonie warto się też uczyć programować : )

      pozdrawiam
      Ł

      • barmin Czerwiec 8, 2018 at 8:06 am - Reply

        Modelowanie w 3D a rysowanie dalej na płasko 😛 Wyższy poziom lenistwa w inzynierii ( @Dominik, rozważ jeszcze ProStructures od Bentleya ;), duzo lepsze środowisko 3D).

        Ja z kolei nie potrafię się przekonać do programowania (mimo skończonego mat-infa) i pozostaje zabawa w Smath i “klikanie” w programach (albo skróty klawiszowe 😀 ). Sam też wole MES niż modelowanie i rysunki…takie to powtarzalne i nudne 😛

        • Łukasz Skotny Czerwiec 8, 2018 at 10:57 am - Reply

          “zabawa w Smath” – myślę że musielibyśmy podyskutować o tym co to znaczy zabawa 😛

          FEA for life!
          Ł

          • barmin Czerwiec 8, 2018 at 12:47 pm

            jakieś krótkie “skrypty” w stylu wymiarowania belki podwciągnikowej z podczytaniem danych z bazy w xlsie, jakieś male pętle i takie tam :). zaleta taka, że to jest WYSYWIG, więc wzór to wzór a nie jakaś komórka w excelu (łatwo błędy wyłapać) no i sam uzgadnia jednostki 😛

            I w sumie jest za darmoszke 😀

            A tak serio, to mam mocne postanowienie uczyć się pythona, ale ciężko idzie 😐

          • Łukasz Skotny Czerwiec 8, 2018 at 1:59 pm

            Hej!

            O widzisz – ja kiedyś do doktoratu pisałem skrypty w pythonie do Abaqusa. W sumie to coś tam mi nawet szło. Niewiele pamiętam, ale może gdzieś je jeszcze mam…

            Napisz do mnie maila albo na forum kursu a ja poszperam jak będę miał chwile w domu. Może Ci się to przyda.

            Python nie jest taki zły – Salome go używa?

            pozdr
            Ł

  4. barmin Czerwiec 9, 2018 at 5:02 pm - Reply

    Tak, Salome można skryptować w pythonie 😉

    • Łukasz Skotny Czerwiec 9, 2018 at 5:17 pm - Reply

      Nice! Przynajmniej nie wymyślili do tego jakiegoś własnego francuzkiego języka 😛

  5. majcher92 Czerwiec 15, 2018 at 10:52 pm - Reply

    Barmin, Jeśli chodzi o programy do modelowania stali w 3D, w chwili obecnej Advance Steel bije wszystkich na głowę. Ani bocada, ani nawet prosteela nie ma co porównywać z AS jeśli chodzi o intuicyjność oraz funkcjonalność

  6. Radek Lipiec 7, 2018 at 9:49 pm - Reply

    Bardzo motywujący wpis, a jednocześnie pierwszy jaki czytam. Sam znajduje się teraz właśnie w takiej opisywanej wyżej sytuacji, a większość wolnego czasu poświęcam właśnie na naukę zagadnień, które mogą się przydać w przyszłości. W biurze oczywiście brak docenienia posiadanej wiedzy i tylko narzekanie, że projekty robione zbyt dokładnie i za wolno. I tak np. po ukończeniu nauki o konstrukcjach zespolonych i napisaniu uniwersalnego algorytmu w Mathcadzie do liczenia tego typu belek największą satysfakcją było stwierdzenie przez dr. Labochę (podczas odbytego ostatnio szkolenia), że dobrze podszedłem do zagadnienia i algorytm postępowania podczas tworzenia modelów MES i ich współpracy z algorytmem Mathcada jaki zaproponowałem jest właściwy, a nigdy wcześniej tego typu konstrukcji nie projektowałem. Jakaż była to odskocznia od projektowania żelbetów, które „mielimy” przez ostatnie kilka miesięcy…
    Btw. Widzę, że są tu osoby wspominające o Advance steelu. Pracuję na nim od 3 lat i wydaje mi się że poznałem go na wylot – mam też porobione własne style i procesy do generacji rysunków po polsku i angielsku oraz łączę go w pracy z robotem i ideą staticą- naprawdę niezły kombajn;) Jakby ktoś był zainteresowany mógłbym pomóc go wdrożyć lub wyjaśnić problematyczne kwestie.

    • Łukasz Skotny Lipiec 8, 2018 at 3:00 am - Reply

      Cześć Radek!

      Mam nadzieję że uda Ci się rozwiązać jakos ten problem – nie jest to przyjemna sytuacja zdaję sobię z tego sprawę. Myślałeś o zmianie biura albo założeniu własnego?

      Narzekanie że projekty robione są “za dokładnie” – chciałoby się napisać że to coś nowego… ale niestety tak to już jest czasami…

      Trzymaj się ciepło
      Ł

      • Radek Lipiec 8, 2018 at 9:49 am - Reply

        Dziękuję za odpowiedź.
        Przez długi czas od zmiany pracy powstrzymywała mnie konieczność zrobienia praktyki zawodowej do uprawnień, ale teraz przyszedł czas na zmiany i nie wykluczone, że w przeciągu paru miesięcy przejdę na własną działalność, bo od pewnego czasu działam w tym kierunku i nawiązuje kontakty, aby mieć zlecenia.

        Jednak dostrzegłem też, że w Polsce w branży budowlanej “przeciętny” projektant z tytułem mgr zajmujący się typowymi konstrukcjami tj żelbetowa kubaturówka, czy hale stalowe raczej będzie miał ciężko osiągnąć sukces zawodowy, nawet na własnej działalności, bo rynek jest po prostu przesycony. Jedyna nadzieja właśnie w skomplikowanych konstrukcjach, którymi dużo mniej osób jest zainteresowanych z uwagi na zagadnienia wymagające już niemal stopnia doktora – oczywiście nie jest to konieczność, ale z moich rozważań wyszło, że zajmując się ciekawszymi zagadnieniami jak np powłoki cienkościenne, estakady z suwnicami czy b. dobra znajomość MESu zrobienie doktoratu to tylko kwestia czasu i najprawdopodobniej po obronie mgr (17 lipca bieżącego roku) będę powoli szedł w tę stronę.

        Tak więc z uwagi na dalszy swój rozwój z pewnością nie jeden wpis jeszcze tu zostawię;)

        Pozdrawiam
        Radek

        • Łukasz Skotny Lipiec 8, 2018 at 12:29 pm - Reply

          Hej!

          Cieszę się że planujesz się rozwijać – na ile potrafię to ocenić to zawsze dobra strategia!

          Z tym rynkiem zaawansowanych usług nie jest chyba aż tak różowo, choć oczywiście nie narzekam. Ciężko jest po prostu znaleść klientów którzy doceniają jakość i realnie mają do rozwiązania trudne zagadnienia (i jeszcze wiedzą że te zagadnienia są trudne i mają na to czas/budżet). To i tak dużo lepsza sytuacja niż “przeciętnego” projektanta jak sam piszesz… łatwiej też szukać pracy za granicą. Nie chcę jednak byś “idealizował” sytuację – wydaje mi się że po prostu lepiej znać “realny” ogąd rzeczywiśtości. Większość rynku ma gdzieć co umiesz tak długo jak zrobisz to szybko, tanio i jak coś to będzie “Twoja wina”. Na szczęście to się pomału zmienia więc powinno być lepiej 🙂

          A doktorat… sam nie wiem. Absolutnie nie żałuję że sam doktorat zrobiłem – wiele się nauczyłem itp. Ale sam tytuł chyba niewiele daje (no może przy szkoleniach “podnosi rangę”). Nie spotkałem się z tym że jakoś znacząco pomógł mi w pracy przez ostatnie 10 lat… choć nie wiem jak by to wyglądało gdybym doktoratu nie miał 😛
          Jestem pewien że mądrze wybierzesz – myślałeś juz nad tematem?

          pozdr
          Ł

          • Radek Lipiec 8, 2018 at 2:13 pm

            Hej.
            Temat doktoratu wpadł mi do głowy dopiero parę tygodni temu po wspomnianym wcześniej szkoleniu z dr Labochą. Nie mam jeszcze jasno określonego tematu. Wiem, tylko że mogłoby to być coś związanego z zaawansowanymi modelami MES i konstrukcjami stalowymi. Kilka/kilkanaście lat temu nie było możliwości obliczenia skomplikowanego modelu powłokowego lub 3D w krótkim czasie, a na potrzeby budownictwa praktycznie w ogóle się z takich technologii nie korzystało. Teraz widzę, że zaczyna to powoli wchodzić do użytku i jest tu pole do działania, ale najpierw trzeba przyswoić kawał wiedzy z tej dziedziny. W najbliższym czasie mam w planach właśnie przeczytać książkę, której jesteś współautorem wraz z dr. Labochą – mowa o “Liniowa i nieliniowa analiza MES”, a potem pomysleć o temacie.
            Wpadło mi do głowy za to parę pomysłów na artykuł, np.
            – w jakim stopniu będzie się dało wykorzystać Robota do modelowania belki podsuwnicowej, aby otrzymać wiarygodne wyniki. Wiem, że nie każdy typ takiej belki będzie się dało zamodelować z uwagi na chociażby brak kontaktów, ale po wstępnych przemyśleniach doszedłem do wniosku, że pewne geometryczne przypadki powinno dać się szybko policzyć modelem powłokowym – jak zrobię taki przykład to chętnie się nim podzielę, żeby skonsultować.
            – aktualnie w mojej dorywczej pracy (a która docelowo może stanie się pełnoetatową, bo coraz więcej zleceń jest) przyszło mi sporządzić koncepcję dla malutkiej hali z suwnicą o udźwigu 800kg. Jako, że była to koncepcja i suwnica nie jest jeszcze dobrana wszystkie obciążenia od niej przyjąłem z pewnym naddatkiem i belkę policzyłem tylko globalnie przykładając max obciążenie pionowe i poziome w prześle 5m belki wolno podpartej – wyszło HEA 160. Do koncepcji tyle wystarczy, ale zacząłem się zastanawiać czy jest określony jakiś prosty warunek mówiący do jakiego udźwigu suwnicy można nie sprawdzać zagadnień lokalnych i przy zastosowaniu jakich profili. Osobiście nic takiego nie kojarzę, ale moja wiedza jest znikoma jeszcze w tych zagadnieniach, a może byłby to ciekawy pomysł na artykuł, lub nawet pracę doktorską. Wydaję mi się, że wystarczyłoby rozważyć kilka-kilkanaście przypadków i sprawdzić w których po weryfikacji zagadnień lokalnych nie trzeba zwiększać przekroju – mowa oczywiście o typowych profilach HEA/HEB. – będę wdzięczny za wszelkie komentarze tego pomysłu, bo może jest tu jakiś haczyk skreślający go już na starcie.
            – Jest też 3. pomysł na artykuł ale w ogóle odbiega od tej tematyki. W sumie to też przyczynił się do rozmyślania nad doktoratem. Otóż na seminarium dyplomowym, dr. prowadzący zajęcia stwierdził, że moja praca mgr nadaje się na publikację. Nie jest to nic nadzwyczajnego bo tylko weryfikacja obliczeniowa z opisem wszystkich zastosowanych rozwiązań niewielkiego budynku na planie półkola o konstrukcji stalowej w Norwegii. Budynek projektowałem w zeszłym roku, a aktualnie ukończony został montaż konstrukcji stalowej. Poruszyłem temat z promotorem i po obronie będziemy o tym rozmawiać – Może to będzie idealne na pierwszą publikację…

            Pozdrawiam
            Radek

          • Łukasz Skotny Lipiec 8, 2018 at 5:38 pm

            Hej!

            Widzę że jednak sporo myślenia już w to włożyłeś. Na czuja nie jestem pewien czy te zagadnienia nadają się na doktorat. Na szczęście sam nie muszę podejmować takich decyzji, więc pogadaj z promotorem – on na pewno będzie wiedział czy to się nadaje czy nie i ewentualnie co robić (ja to słaby jestem w takich “naukowych” dociekaniach co się nadaje a co nie).

            Jeśli kiedykolwiek będziesz się zastanawiał czy coś się nadaje na publikacje czy nie… to śmiało zakładaj że się nadaje. Widziałem już takie gnioty że byś nie uwierzył 😛

            Pozdrawiam
            Ł

  7. Andrzej Listopad 9, 2018 at 8:44 pm - Reply

    Zajmuję się różnymi konstrukcjami, ale 80% z nich to konstrukcje stalowe, nie obiekty kubaturowe, tylko pomosty (również ruchome, przejezdne, podnoszone, wysuwane) suwnice i konstrukcje dla suwnic, wciągników itp. Jeden z moich klientów, dla którego wykonuję tylko same obliczenia, bo projektanci mechanicy tego nie potrafią, zaproponował rysowanie w 3D na programie Katia. Mówi, że może mnie zawalić robotą jak będę rysował w 3D. W dużych zakładach kierownicy odpowiedzialni za projekty to goście, którzy “noszą pieluchy” bo nie potrafią nic odczytać z rysunku 2D. Ich metody pracy są takie: pół roku zastanawiają się co chcą, a potem w trzy tygodnie chcą mieć zaprojektowany i wykonany produkt. Pieniądze za tą robotę są dużo większe, ale projektowanie przyrządów spawalniczych to nie mój żywioł, w moim wieku też nie muszę się godzić na idiotyczne pomysły niedouczonych “gówniarzy”. Przykład: mechanik zaprojektował kratownicę, 17 pól i 7 różnych długości pól, a pas górny poprzecinany słupkami. Przekrój słupków większy od przekroju ściskanego pasa górnego. Jestem konstruktorem z krwi i kości, praca sprawia mi przyjemność, a mechanicy, którzy biorą się za projektowanie konstrukcji to jest jak mówi mój syn “poryta nacja”. Nie muszę nawet kupować programu Katia za 70 tysięcy, bo klient zaproponował darmowe użyczenie. Nie jestem do końca przekonany do nauki nowego rysowania w 3D

    • Łukasz Skotny Listopad 10, 2018 at 4:45 am - Reply

      Ja Catii nie widziałem na żywo, ale chyba ktoś wspominał że jej używa. Rysowanie 3D to nie jest jakaś straszna sprawa, ale faktem jest że takie “udogodnienia” sprawiają że poziom inżynierii spada… gdzieś już nawet o tym pisałem na blogu 🙂

      Jestem przekonany że kolumna “głupie pomysły które widziałem i które zrealizowano” byłaby bardzo obszerna na blogu… może się kiedyś zdecyduję by ją założyć 🙂

      Pozdr
      Ł

  8. Adam Grudzień 7, 2018 at 4:31 pm - Reply

    Panie Łukaszu jednak ta praca to tylko częściowo projektowanie. Ciemną stroną jest tutaj nieustanna przepychanka z klientem, architektem, branżystami, koordynacja i oczywiście polityka. Super, że próbujemy się motywować, jednak może z tego wynikać obraz, że mamy tylko gładkie tematy, polegające na czysto inżynierskich problemach (które są samą przyjemnością), zaś rzeczywistość jest taka, że często dostajemy dane bazowe, które są bzdurą i tygodniami trzeba je prostować mailowymi tasiemcami, uważając na pułapki w postaci spychania na nas odpowiedzialności za nie nasze niedociągnięcia. Uczenie architekta, przepychanki z instalatorami kto ważniejszy, arogancka postawa klienta, a na końcu pretensje wykonawcy o niezgodne z jego przyzwyczajeniami rozwiązania to chleb powszedni….

    • Łukasz Skotny Grudzień 7, 2018 at 8:09 pm - Reply

      Cześć Adam,

      Hmmm… coś w tym zdecydowanie jest – pamiętam czasy gdy rzeczywiście z tym walczyłem. Mi to się nawet zdarzało że Klienci na mnie przeklinali przez telefon… :/

      Nie sądzę jednak że tutaj chodzi o motywację. Ona jest oczywiście ważna i trzeba kilka lat “tyrać” by coś osiągnąć, jednak to nie wszystko. Mogę oczywiście bazować wyłącznie na mojej historii i zaczynałem dokładnie jak opisujesz (a może i gorzej jeszcze bo byłem szczylem bez uprawnień, ale za to z własną firmą projektową…). Z drugiej jednak strony przez ładnych parę lat uczyłem się MES i na tyle to ogarniam że obecnie robię właśnie wyłącznie “trudne” obliczenia. Zajmuje się dosłownie tym. Nie kontaktowałem się z żadnym architektem do kilku lat… podobnie z branżystami (pomijam dwójkę znajomych, ale to prywatne kontakty 😀 ). Klienci są super mili (przyznaję że na początku było dokładnie jak piszesz… teraz jednak tacy “niemili” ludzie mi się nie zdarzają. Nie wiem czemu tak jest, przyjąłem zasadę że jak kogoś “nie lubię” to z nim nie pracuję… ale dosłownie nie muszę z niej korzystać), mam dużo czasu na obliczenia (no chyba że jest temat “pożar” ale to się nie za często zdarza – może z raz do roku przez kilka tygodni). Korespondencja to w zasadzie tylko zamówienia, raporty i jakieś okazjonalne pytania (większość rzeczy się na telefon załatwia albo na spotkaniach przy kawie).

      Brzmi świetnie wiem, ale oczywiście to nie jest tak że jest tylko “totalny wypas” – nie zawsze Klienci potrzebują “trudne obliczenia” (a do tych “bardzo łatwych” pewnie jestem za drogi. Czasem więc jest “nudno”, ale na zarobki nie narzekam (na ilość pracy też nie, choć wiadomo że zamiast raz min raz max wolałbym zawsze średnio :P). No i można robić szkolenia i pisać bloga… czego ostatnio za bardzo nie robię, bo tak się składa że mam kupę roboty…

      Podsumowując: kiedyś myślałem dosłownie tak jak opisujesz. Że tak po prostu jest i tak będzie. Ba… zatrudniałem ludzi młodszych od siebie o kilka lat, a na firmowych spotkaniach narzekałem jaka ta branża jest beznadziejna (nie ma to jak motywujący szef… :/). Tyle że właśnie wziąłem się w garść, ciężko pracowałem i mam wrażenie że jestem już w nieco innym miejscu. Mogę śmiało powiedzieć że „tutaj” jest lepiej niż „tam” – i bazując na tym zdecydowanie zachęcam do uczenia się!

      Trzymaj się ciepło!
      Ł

Leave A Comment

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!